poniedziałek, 9 lutego 2009

Magda, Mariusz i Maks czyli Mamama :-)

Wczoraj remontowcy zrobili sobie dzień przerwy. Rano poszliśmy do kościoła, potem było obowiązkowe zwiedzanie starówki, jedzenie pysznych gorących gofrów i w końcu powrót do pustego domu, gdzie oczekiwaliśmy gości. Piszę pustego, ponieważ większość rzeczy jest już wywieziona do garażu i czeka na wniesienie do świeżo pomalowanych i wytapetowanych pokoi w nowym domku. A goście, wpadli jak po ogień, tylko na dwie godzinki, ale i tak było bardzo miło. Mariusz nasz kolega jeszcze z Małachowianki, a później długoletni kolega z pracy Pinki, jego żona Magda i synek Maks. To spotkanie wprawiło nas w doskonałe humory i dało chwilę wytchnienia od zamieszania jakie panuje w związku z przeprowadzką. Zdarzyliśmy  wymienić kilka zdań i już był czas odjazdu. Szkoda… Ale wymusiliśmy na gościach obietnicę, że przyjadą znów, na dłużej, żeby obejrzeć Brukselę i spędzić z nami nieco więcej czasu.