

Mozgowi trafilo sie zlecenie w Kopenhadze na weekend, wiec wiele zesmy sie nie zastanawiali i juz w piatek od rana bylismy w drodze do grodu syrenki. Przy okazji powspominalismy, bo razem bylismy w Danii jakies 10 lat temu. W planach byly przede wszystkim sledziki na 1000 sposobow. Ju z w piatek wieczorem na kolacje byly wiec sledzie w sosie curry i moj ulubiomy chlebek, ktory pamietam z Ikei z kanapek z wedzonym lososiem. Pycha... W sobote rano Mozg polecial do roboty, a ja wybralam sie metrem na rekonesans. Oczywiscie bez mapy, na pamiec sprzed wielu lat. No i oczywiscie wysiadlam zle i droga do centrum zabrala mi duuuuuzo czasu. Na szczescie po kilku godzinach walesania sie po kanalach, znow trafilam na jakas stacje metra. Pogoda nie sprzyjala spacerom, o bylo okolo 6 stopni i jak to na morze, wiatr glowe urywal. Co sobie jednak przypomnialam, to moje!
W trakcie wycieczki poczynilam takze rozne obserwacje dotyczace tubylcow. Chyba zaczynam zwracac uwage na inne rzeczy, bo wydawalo mi sie, ze 80% osob z wozkami z malymi dziecmi - to faceci!!! Tam to kobitki maja dobrze...