Znow swieta nam sie specjalnie nie udaly. Powazna choroba babci Ani byla na pierwszym planie. Do Polski pojechalismy tydzien wczesniej niz planowalismy. Potem codzienne wyjazdy do Warszawy do szpitala. Babcia jest po pierwszej operacji i rokowania sa lepsze niz niz lekarze sadzili. W miedzyczasie mame spotkala taka sama infekcja jak w listopadzie... Jednym slowem 3 tygodnie spedzone w PL atmosfery swiat nie mialy, ale nowy rak zaczal sie lepiej niz stary skonczyl, wiec jestesmy dobrzej mysli!
