
W tym roku urodziny Mozga z wyboru i koniecznosci spedzalismy hucznie w Dublinie. Polaczylismy przyjemne z pozytecznym, bo wyjazd byl wspolny, przy czym ja odpoczywalam a Mozg fotografowal kampanie i wybory do Parlamentu Europejskiego. Caly wyjazd byl tylko na 4 dni, ale co zesmy sie opili Guinessa to nasze! Na nasze nieszczescie zaraz przy naszym hotelu byla knajpa amerykanska, wiec zgodnie pierwszego dnia postanowilismy zawiesic diete na czas wyjazdu. Jak tylko pogodzilismy sie z ta mysla, bez oporu raczylismy sie kazdego wieczoru zeberkami, burgerami i wszelkiej masci zarciem zza oceanu. Wyjazd okazal sie nadzwyczaj intensywny, bo udalo nam sie jeszcze obejsc prawie caly Dublin na piechote, zwiedzic caly Trinity College lacznie z biblioteka i poopalac sie w miejscowych parkach na trawie. Zauwazylismy jednak, ze w porownaniu z nasza wizyta z 2007, Polakow jest duzo mniej i chyba trudniej o prace. Ogloszen o poszukiwaniu pracownikow jest jak na lekarstwo. Chyba tez zrobilo sie drozej w sklepach i knajpach.... kryzys.