
Dzis dzien wolny, wiec wylezelismy sie az do odlezyn i dopiero telefon od mamy Ani z zyczeniami zwlokl nas z lozka. Coz bylo robic z tak sympatycznie rozpoczetym dniem? Na pierwszy ogien poszlo muzeum sztuk pieknych w Antwerpii, gdzie pocalowalismy klamke bo... w poniedzialki jest zamkniete. Nic nas to nie zniechecilo, bo mielismy dzis ochote na "wyzsza kulture" i po drugiej stronie placu bylo nasze ulubione muzeum fotografii. O dziwo dzis otwarte. to wlasciwie galeria, a nie muzeum, bo ekspozycja stala jest tylko na 1 pietrze, a na innych ekspozycje zmieniaja sie najdalej co 2-3 miesiace. Posileni strawa duchowa, poczulismy potrzebe doladowania akumulatorow zoladkowych, wiec jeszcze w Antwerpii polknelismy po kawie i zupie dnia (nie mamy pojecia z czego byla ;-). Tak posileni pognalismy nad morze. Upal jak drut, ani jednej chmurki, stateczki plywaja, ludzie sie kapia - zyc nie umierac. Tak wiec sezon morski uwazamy za otwarty!