
Ale zesmy sie zaniedbali w pisaniu. Po powrocie z Irlandii rzucilismy sie w wir pracy, zarowno zawodowej jak i w domu. Mozga czekal szczyt przywodcow panstw EU a mnie gruntowne sprzatanie domu przed wizyta.... tesciowej! Wiadomo, ze taki gosc zauwazy nawet najmniejszy pylek na regale, wiec podczas gdy Mozg szalal z aparatem, ja szalalam ze scierka, wiadrem i mopem. Tesciowka, zwana Jadzia przyleciala w ubiegly piatkek z kolezanka Genia. W weekendzik pojechalismy nad morze i pokazac Geni Paryz, bo nigdy nie byla. W tak zwanym miedzyczasie, kobitki pomogly nam zakupic obraz do salonu na dole. Co 4 pary oczu to nie 2 prawda? Dzieki temu, ze co jakis czas trafiaja sie goscie, zaczynamy powoli znosic z roznych Trockow meble na parter. W weekend zawisla wiec zaslona, pojawila sie mala biblioteka, kanapowy stolik i wlasnie swiezutki obraz. No moze taki swiezy to on nie jest, bo chyba ma jakies 50 lat, ale dobrze mu na nowym miejscu. Kilka mebelkow na zdjeciach.