niedziela, 29 sierpnia 2010

Deszcze niespokojne.... tralala






Wczoraj udawaliśmy czterech pancernych. No, co prawda brakowało psa do kompletu i Gustlik gdzieś nam się zapodział, ale nasza trójka dzielnie sprawowała się podczas największego w Europie zlotu zabytkowych czołgów i innych maszyn pancernych. Imprezę która zawładnęła pobliskim Mons, polecili nam sąsiedzi. Radek został jakiś czas temu zapalonym pancerniakiem i razem z kolegami odnawia znaleziony w Belgii czołg, którym jeździli polscy żołnierze z dywizji Maczka. Przez cały weekend więc Radek i Kamila brali udział w zlocie, który jest kultową imprezą ludzi z tą pasją. Jednak chyba dobrze się zamaskowali bo nie wypatrzyliśmy ich w tłumie wielbicieli militariów. Sami więc oglądaliśmy ponad sto maszyn ustawionych w lesie w ktorym podczas wojny toczyly sie zaciekle pancerne boje. Wszystkie wystawione czolgi byly na chodzie. Kopcily i smrodzily jak w piekle, ale przemieszczaly sie o wlasnych motorach. Można się było nawet jednym z czolgow przejechać... Zabawa na całego. Tylko Hela wystraszyła się z początku ryku maszyn. Po chwili jednak razem z nami obserwowała ten zlot dużych chłopców bawiących się w wojnę.