sobota, 18 września 2010

Dyniowe żniwa



Echh, marzy mi się zupa dyniowa z zacierkami, na mleku, dobrze posłodzona. Niestety od lat nie potrafię namówić Pinki do zjedzenia choćby jedneł łyżki tego mazowieckiego specjału. Na naszym stole dynia pojawia się często, przyrządzona na różne sposoby, jednak z pominięciem tradycyjnej receptury. Najczęsciej przyrządzamy zupę na ostro z dodatkiem czosnku. Pychota! Dziś oficjalnie w Walonii rozpoczął się sezon dyniowy. Nie omieszkaliśmy odwiedzić jednej z licznych fet organizowanych z okazji tego dnia. Szaleństwo dyniowe opanowało także mieszkańców przygranicznego miasteczka Antoing, uznawanego za oficjalna belgijska stolicę dyń. Atrakcją iprezy w której uczestniliśmy, były własnoręczne zbiory dyń z udostępnionego specjalnie w tym celu pola. Okoliczny mieszkańcy wywozili pomarańczowe złoto całymi taczkami. Dynie były przeogromne. Pinki z Helą próbowały zebrać jedną z nich ale stwierdziwczy, że waży ponad 50 kg, zdecydowały się na zabranie jedynie kilku maleńkich ozdobnych sztuk. Poza tym próbowaliśmy dyniowego piwa, które okazało się kwaśnym paskudztwem. Całość imprezy jednak przypadła namk do gustu i z całą pewnością odwiedzimy tę mieścinę również za rok.