niedziela, 2 marca 2008

Babka Ziemniaczana vel Nagus

Co chwila ktoś nas pyta jak przeżyliśmy szalejące wichury. Otóż przeżyliśmy całkiem nieźle. Może dlatego, że u nas prawie wcale nie wiało. W nocy z piątku na sobotę koło 5 nad ranem obudziła nas burza , ale trwała może pół godziny, nie dłużej i zasnęliśmy spokojnym snem. Poza tym było cicho i spokojnie. Widzieliśmy zdjęcia z Holandii i Niemiec, ale nas jakoś szczęśliwie w tym roku huragan (w Europie to orkan a nie huragan) ominął. Większą sensacją było pieczenie babki ziemniaczanej, na Mazowszu zwanej nagusem…. Mmmmm pychota, chociaż dla diety to zabójstwo. Drobno zmielone w sokowirówce ziemniaki uzupełniliśmy dwoma jajkami, tarta cebulka no i oczywiście boczkiem. Niestety boczek mimo tego, że niemiecki był bardzo chudy a nagus wymaga czegoś tłustszego. Trudno. Nagus był międzynarodowy polsko-niemiecko-belgijski więc postanowiliśmy, że nie będziemy uzupełniać tłuszczu. Czego byśmy nie ominęli w Polsce. Pomijając brak chrupkości nagus wyszedł wspaniale. Spora ilość pieprzu i majeranku dopełniły dzieła. Nasz piekarnik wspaniale zapiekł skórkę… palec lizać a do diety … no cóż, wrócimy niebawem.