OOOOO matko! Nie pisaliśmy już prawie 2 tygodnie. Sam nie wiem kiedy ten czas przeleciał. A prawda jest taka, że czas w swojej konsystencji jest bardzo podobny do suchego pisaku i przelatuje między palcami niczym podczas zabawy w piaskownicy. Ostatnio przelatuje szybciej, albo też dziury między palcami mamy większe bo niechybnie przelatuje go więcej. Mamy nadzieję już niebawem nieco zwolnić tempo życia, przynajmniej podczas urlopu, ale póki co szalona pogoń za uciekającym życiem trwa. A teraz dwa słowa o faktach. Na zdjęciu jesteśmy z mamą Anią, Wujkiem Bogdanem i naszą koleżanką z Łotwy, która zatrzymała się u nas na 1 noc. Zdjęcie zostało wykonane w posiadłości w pobliżu Brukseli gdzie wybraliśmy się na koncert. Miało grać U2, ale okazało się, że to miejscowy zespół, który przyjął bardzo podobną nazwę…. wrrrr, ale i tak było miło. Co do wizyt, to już goście muszą ocenić jak im u nas było, ale z naszej strony jesteśmy baaardzo zadowoleni, z faktu że co i rusz ktoś nas odwiedza. Dzięki temu nie czujemy się tu tak bardzo samotni. Gorzej jest zimą. Wtedy ilość wizyt spada dość drastycznie. Na szczeście zima w Belgii jest bardzo krótka i raczej przypomina dłuższą jesień niż rzeczywistą mroźną zimę jaką znamy z Polski. Pogoda w tym okresie bywa ponura i depresyjna, napawa dziwnymi myślami, czasami pogrąża nas w gorącej namiętności to znów wprawia w głupkowato-wesołkowaty nastrój aby innym z kolei razem przynieść smutek… tak to już jest z belgijską zimą. No ale co ja o zimie, skoro teraz mamy piękne lato z oszałamiającą temperaturą ponad 23 stopnie i niemal non-stop słońcem przerywanym co najwyżej raz dziennie deszczem. Wczoraj byliśmy z Izą i Piotrkiem w Paryżu. Po tej eskapadzie musimy po raz pierwszy przyznać, że Paryż zaczyna się nam podobać. Byliśmy w Luwrze, wałęsaliśmy się po starówce, oglądaliśmy katedrę, słuchaliśmy orkiestry w parku…poczuliśmy przypływ uczuć wszelakich. Byliśmy nie licho zmęczeni, ale i bardzo szczęśliwi, zrelaksowani... Planujemy już powrót do galerii, bo zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Omijając najpopularniejsze dzieła można znaleźć w niej piękne perełki sztuki włoskiej, francuskiej, egipskiej, greckiej…. W głowie się kreci od tych wspaniałości. Następnym razem pojedziemy znacznie lepiej przygotowani, obejrzymy wybrane rzeczy, ale za to obejrzymy je z głową a nie na łapu-capu. To tyle na temat planów dalekosiężnych. Z krótkoterminowych… przed nami ciężki tydzień, wiele wyjazdów, pracy itd. Pinki będzie zdawała wam relacje z moich wojaży. W perspektywie widać już przyjazd do Płocka na ślub Kasi i Michała a więc będzie krótka chwila wypoczynku. Potem jeszcze 4 tygodnie pracy i upragniony urlop….
niedziela, 6 lipca 2008
Piękne lato
OOOOO matko! Nie pisaliśmy już prawie 2 tygodnie. Sam nie wiem kiedy ten czas przeleciał. A prawda jest taka, że czas w swojej konsystencji jest bardzo podobny do suchego pisaku i przelatuje między palcami niczym podczas zabawy w piaskownicy. Ostatnio przelatuje szybciej, albo też dziury między palcami mamy większe bo niechybnie przelatuje go więcej. Mamy nadzieję już niebawem nieco zwolnić tempo życia, przynajmniej podczas urlopu, ale póki co szalona pogoń za uciekającym życiem trwa. A teraz dwa słowa o faktach. Na zdjęciu jesteśmy z mamą Anią, Wujkiem Bogdanem i naszą koleżanką z Łotwy, która zatrzymała się u nas na 1 noc. Zdjęcie zostało wykonane w posiadłości w pobliżu Brukseli gdzie wybraliśmy się na koncert. Miało grać U2, ale okazało się, że to miejscowy zespół, który przyjął bardzo podobną nazwę…. wrrrr, ale i tak było miło. Co do wizyt, to już goście muszą ocenić jak im u nas było, ale z naszej strony jesteśmy baaardzo zadowoleni, z faktu że co i rusz ktoś nas odwiedza. Dzięki temu nie czujemy się tu tak bardzo samotni. Gorzej jest zimą. Wtedy ilość wizyt spada dość drastycznie. Na szczeście zima w Belgii jest bardzo krótka i raczej przypomina dłuższą jesień niż rzeczywistą mroźną zimę jaką znamy z Polski. Pogoda w tym okresie bywa ponura i depresyjna, napawa dziwnymi myślami, czasami pogrąża nas w gorącej namiętności to znów wprawia w głupkowato-wesołkowaty nastrój aby innym z kolei razem przynieść smutek… tak to już jest z belgijską zimą. No ale co ja o zimie, skoro teraz mamy piękne lato z oszałamiającą temperaturą ponad 23 stopnie i niemal non-stop słońcem przerywanym co najwyżej raz dziennie deszczem. Wczoraj byliśmy z Izą i Piotrkiem w Paryżu. Po tej eskapadzie musimy po raz pierwszy przyznać, że Paryż zaczyna się nam podobać. Byliśmy w Luwrze, wałęsaliśmy się po starówce, oglądaliśmy katedrę, słuchaliśmy orkiestry w parku…poczuliśmy przypływ uczuć wszelakich. Byliśmy nie licho zmęczeni, ale i bardzo szczęśliwi, zrelaksowani... Planujemy już powrót do galerii, bo zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Omijając najpopularniejsze dzieła można znaleźć w niej piękne perełki sztuki włoskiej, francuskiej, egipskiej, greckiej…. W głowie się kreci od tych wspaniałości. Następnym razem pojedziemy znacznie lepiej przygotowani, obejrzymy wybrane rzeczy, ale za to obejrzymy je z głową a nie na łapu-capu. To tyle na temat planów dalekosiężnych. Z krótkoterminowych… przed nami ciężki tydzień, wiele wyjazdów, pracy itd. Pinki będzie zdawała wam relacje z moich wojaży. W perspektywie widać już przyjazd do Płocka na ślub Kasi i Michała a więc będzie krótka chwila wypoczynku. Potem jeszcze 4 tygodnie pracy i upragniony urlop….