poniedziałek, 19 stycznia 2009

Lzy same sie cisna do oczu...


Poprzedni tydzien nie nalezal do najbardziej udanych w tym roku. Juz od wtorku Mozg dostal 40 st goraczki i przespal w takim stanie do piatku rano. Na nic zdaly sie moje blagania i szlochy zeby poszedl do lekarza. Chlop jest taki uparty ze az szkoda gadac. Na szczescie konskie dawki polopiryny, ibuprofemu, syropow, witaminy C itd zrobily swoje i wrocil do zywych. Jest jeszcze tylko makabrycznie slaby ale uparl sie zeby ruszyc od rana do roboty. Poniewaz w kategorii wagowej chodzimy innej, nie protestowalam. Zobaczymy co czas przyniesie...


W tygodniu takze targana wrodzona ciekawoscia zajrzalam do naszego nowego lokum, spodziewajac sie zobaczyc tlum ludzi konczacych w pocie czola nasze gniazdko. Ku mojemu zdziwieniu, nie bylo tam ani zywej duszy. Kafelkow w kuchni brak, toalet brak, grzejnikow brak i nawet drzwi wewnatrz brak. Zaraz potem jak z omdlenia wybudzil mnie kierownik zamieszania, przystapilam do kontrataku. W ruch poszedl telefon, ktory grzal sie do czerwonosci! Efekt jest taki, ze dzis pracuje choc kafelkarz i hydraulik. Teoria mowi, ze odbior 30 stycznia. Ano pozyjom, uwidzim... Bilety na przyjazd ferajny z Plocka przelozone na 2 lutego.


W sobote wybralismy sie do wlascicielki obecnego mieszkania na pozegnalna kolacje, na ktora wzielismy takze nowych najemcow - przemila pare z Estonii.