Belgia ginie pod śniegiem. Nikt tu nie słyszał o odśnieżaniu chodników, czy ulic. Kilka piaskarek pracuje bez przerwy usuwając lód z autostrad. Reszta dróg w stanie urągającym wszelakim standardom. Kilku najsprytniejszych sklepikarzy posypuje skrawki trotuarów przylegających do ich przybytków solą. Belgowie łamią ręce i nogi. Co i rusz widuje się panienkę w czółenkach przemierzającą zaspę. Większość osób nie ma zimowych butów. Jeden z moich kolegów przyszedł dziś do pracy w kaloszach. Wygląda to na istny kataklizm, a przecież jest tylko dziesięć stopni i leży około 20 cm śniegu. Na szczęście w domu ciepło. Ogrzewanie mamy gazowe a gaz z Norwegii więc odcięcie raczej nam nie grozi. Tylko Pinki nie korzysta z uroków zimy. Po zimowej wyprawie do Ostendy gardło odmówiło posłuszeństwa a nasz domowy lekarz zalecił kilka dni pod kocykiem.wtorek, 6 stycznia 2009
Minus dziesięć stopni
Belgia ginie pod śniegiem. Nikt tu nie słyszał o odśnieżaniu chodników, czy ulic. Kilka piaskarek pracuje bez przerwy usuwając lód z autostrad. Reszta dróg w stanie urągającym wszelakim standardom. Kilku najsprytniejszych sklepikarzy posypuje skrawki trotuarów przylegających do ich przybytków solą. Belgowie łamią ręce i nogi. Co i rusz widuje się panienkę w czółenkach przemierzającą zaspę. Większość osób nie ma zimowych butów. Jeden z moich kolegów przyszedł dziś do pracy w kaloszach. Wygląda to na istny kataklizm, a przecież jest tylko dziesięć stopni i leży około 20 cm śniegu. Na szczęście w domu ciepło. Ogrzewanie mamy gazowe a gaz z Norwegii więc odcięcie raczej nam nie grozi. Tylko Pinki nie korzysta z uroków zimy. Po zimowej wyprawie do Ostendy gardło odmówiło posłuszeństwa a nasz domowy lekarz zalecił kilka dni pod kocykiem.