skip to main |
skip to sidebar
Pieskie życie w centrum flamandzkiego ekstremizu.

Znaleźliśmy się w samym centrum flamandzkiego ekstremizmu. Miasteczku Mechelen, uznawanym za siedzibę najbardziej radykalnych polityków pragnących odłączenia się od zwaśnionej Walonii. Po tej wizycie nie podzielamy tych poglądów. Uśmiechnięci mieszkańcy, piękna starówka, cudowne kawiarnie, kwiaty, wielokulturowe imprezy. Niczym nie przypomina to przedstawianej nam przez Walończyków szarości, ciasnoty umysłów i zacietrzewienia jakie to cechy mieli rzekomo przedstawiać obywatele tego miasteczka. W każdym razie gorąco polecam każdemu odwiedziny tej małej, aczkolwiek słodkiej miejscowości. Znajdziecie tam całą barwność flamandzkiej kultury, powstałej w wyniku odłączenia się w 17 wieku od księstwa Niderlandów. Piękne kamieniczki, dzieła sztuki na każdym zakręcie, cudowne zabytki i olbrzymia katedra. To wszystko zachęca do odwiedzin i gwarantuje pyszne spędzenie co najmniej jednego dnia. A teraz, czemu wybraliśmy się do Mechelen. W odległości 10 km od tej miejscowości odbywała się impreza pod nazwą ‘fly ball’. Nie wiele wam to mówi? Nam też z początku nazwa była obca… Zabawa jakiej oddają się psy i ich właściciele (bo o nich tu mowa), polega na aportowaniu piłką tenisową. Piłka umieszczona jest w specjalnym podajniku, a droga do niego prowadzi przez tor przeszkód. Pies ma za zadanie przebiec tor przeszkód, pobrać z podajnika piłkę i przynieść ją właścicielowi. Żeby było trudniej, nie jest to gra indywidualna, a swoista sztafeta, składająca się z 4 psów. Zabawa przednia, a doping wart meczu piłkarskiego na najwyższym poziomie. Impreza na której się znaleźliśmy miała rangę mistrzostw europy. Niestety Polacy odpadli nim pojawiliśmy się w centrum wydarzeń. Mimo to i tak bardzo nam ta zabawa , przypadła do gustu. Może dlatego, że lubimy rezolutne zwierzaki… szczególnie psiaki…