wtorek, 18 października 2011

To sie nazywa wytrwalosc!

Jakos tak sie zlozylo, ze z czasem przestalismy pic wysokoprocentowe alkohole i przerzucilismy sie na wina. Problem tylko w tym, ze my sie na winach w ogole nie znalismy i nie znamy. Tak wiec od jakiegos czasu eksperymentowalismy z roznymi winami i szukalismy swojego ulubionego. Teraz juz wiemy, ze nasze wysilki nie mogly sie zakonczyc sukcesem, bo kupowanie nawet drogich win w supermarketach nie ma sensu. Tak naprawde nie ma nic godnego uwagi!. Przelom nastapil przed Bozym Narodzeniem 2010. Jak co roku Mozg wrocil ze sluzbowej wigilii z prezentem w postaci buteleczki wina. Po odkorkowaniu - sensacja! Tak nam posmakowalo, ze postanowilismy go poszukac. Po zaczerpnieciu informacji u darczyncy, gdzie ta ambrozja zostala zakupiona - zrezygnowalismy. Otoz - bezposrednio u producenta, na poludniu Francji w regionie Langwedocji. No i badz teraz madry i znajdz to wino w Brukseli. Nawet napisalam do winnicy czy wysylaja do Belgii, ale odpowiedz, ze owszem, ale cale palety, troche popsula mi humor. Miesiace szukalam tego trunku u lokalnych handlarzy winem i moje wysilki zostaly nagrodzone. Otoz 20km od Brukseli, na skraju lasu, w niewielkiej hurtowni - MAJA! Polecielismy w te pedy i kupilismy od razu 12 butelek! Sa trzy rodzaje, w roznych cenach od 4,70 do 9,90 ojro, w zaleznosci od szczepu i rocznika. No i oczywiscie to najtansze bije na glowe drogie wina z masowych sklepow... A nazwa tego smakolyku to Chateau du Vieux Parc.