poniedziałek, 26 marca 2012

Sezon rozpoczety





Slonce daje przyjemnie cieplo, chmur nie widac, niebo blekitne tak bardzo ze az razi. Zupelnie jakbysmy mieszkali na poludniu, a nie polnocy Europy. Niespotykana pogoda wygnala nas z domu do nadmorskiego kurortu. Droga nie nalezala do przyjemnych. Najpierw trafilismy na ogromny ruch i korki na autostradzie, tak, ze przejazd ktory zwykle zajmuje okolo godziny trwal dwie i pol. Po drodze mielismy tez maly wypadek zwiazany z kanapka ktora jadla Hela i niespodziwanym postojem. Nie bede wchodzil w szeczoly, za opis wystarczy, ze czyste i pachnace nowoscia auto po tym incydencie nie bylo juz takie jak przedtem. Tak czy siak po krotkiej przerwie na sprzatanie i przebiorke znow bylismy w dordze. Trudy podrozy wynagrodzily nam godziny w sloncu, zabawia w piasku i zbieranie muszelek. Az zal bylo wracac. Ach, zapomnialbym, ze Pinki uraczyla nas frytkami z jednej z najdrozszych restauracji w Belgii posiadajacej az TRZY gwiazdki Michelina. Nie zauwazajac na to, ze znajdujemy sie w pelnym snobow Konkke i jakiej klasy to lokal wkroczyla razno do srodka wygladajacego przecietnie lokalu i bez zenady i zarzadala frytek na wynos. Pytania rodzili jedynie  elegancko ubrani goscie , ktorzy dziwnie sie patrzygladali, ale kelner nie zbity z pantalyku przeprosil na chwile po czym wrocil z calym wiaderkiem belgijskiego specjalu. Trzeba przyznac, ze frytki nie robily wrazenia. Te podawane w naszej fryturze prowadzonej przez balkanskich pilkarzy bija je na glowe, ale za to smiechu bylo ze hej.