Oboje z Mozgiem mamy raczej negatywne podejscie do cyrku ze wzgledu na zwierzaki. Domyslamy sie w jakich warunkach sa trzymane i dlatego do tej pory nie proponowalismy dzieciakom takich atrakcji. Helka jednak od wielu miesiecy wierci dziure w brzuchu ze chce do cyrku. Jakis czas temu zapytana, kim chcialaby zostac jak dorosnie, odpowiedziala ze klaunem... Postanowilismy wiec troche sie nagiac i jak do wioski przyjechal cyrk - poszlismy. Sami nie bylismy w cyrku pewnie jakies 30 lat. Oczekiwania mielismy niewielkie i bardzo sie pozytywnie rozczarowalismy. Zwierzaki byly, ale domowe konie, krowy, gesi, osly wiec te dzikie na razie zostaly oszczedzone. Numery akrobatyczne i magiczne tez calkiem niezle. Klauni jak zwykle smieszni. W efekcie dostalismy pelne 2h fajnej zabawy, smielismy sie caly czas. Myslelismy, ze Jasik nie wytrzyma, ale pierwsza godzine siedzial jak wryty a potem skakal, zonglowal, bil brako i chichotal! Hela ogladala z wypiekami na twarzy, grzeczna jak nigdy. Po powrocie do domu caly wieczor kazala sie zapowiadac w mrozacym krew zylach numerze ;-)



