
Dziś obudziliśmy się w zupełnie innej Belgii. W kraju gdzie niemal nigdy nie pada śnieg, biały puch prószył już rana. Gazety donosiły o „tragicznej sytuacji na drogach”. Mimo tych niesprzyjających warunków mieliśmy zaplanowaną wizytę w tapeciarskich sklepach w Aachen. Już wizyta w pierwszym z nich uświadomiła nam, że ceny w Niemczech są blisko 20 procent niższe niż w Brukseli. Wybór może nie tak duży i nie ma tak wyszukanych wzorów jak u nas, ale cena jest dla nas w tym wypadku kluczowa. Okazało się, że są nawet wzory jakie wcześniej sobie upatrzyliśmy. Bardzo nas to ucieszyło. Po tak wspaniale rozpoczętym dniu marzyliśmy już tylko o wizycie na Akwizgrańskim rynku. Wypad do sklepu z tapetami był jedynie pretekstem od odwiedzenia tego kultowego już dla nas miejsca. Wczoraj rozpoczął się sezon świąteczny. Oznacza to wypełnienie ryneczku straganami z wszelakim jadłem i trunkami. Począwszy od golonek każdego kalibru skończywszy na flamie. Ten rynek dla mieszkańców Belgii to miejsce swoistych pielgrzymek. Chodzi jak zwykle o to żeby porządnie podjeść i popić w miłej atmosferze. Z centrum naszej dzielnicy organizowane są nawet wyjazdy autokarowe, żeby nie trzeba było prowadzić auta po kilku kieliszkach grzańca, który jest punktem kulminacyjnym każdej wizyty. Rozpoczynając dietę obiecaliśmy sobie, że przerwiemy ją raz, na nasze ulubione placki ziemniaczane z sosem ziołowym serwowane na tym swoistym jarmarku. Dziś był ten dzień. Mina Pinki na zdjęciu mówi wszystko na temat smaku placuszków. Zjedliśmy po 3 sztuki i wróciliśmy na dietę. To było chwilowe szaleństwo. Dieta będzie również zawieszona na czas pobytu w Polsce podczas świąt.