sobota, 15 listopada 2008

Wycieczka do Monschau

Monschau , średniowieczne miasteczko wtulone w głęboką dolinę przeciętą rzeką Rur. Nad miasteczkiem niczym orle gniazdo wisi szare obronne zamczysko. Miejscowość leży na niemieckiej granicy i jak nie trudno się domyślić przechodziła z rąk niemieckich do francuskich i odwrotnie wielokrotnie. Zaprawione w bojach społeczeństwo postanowiło tę lokalizację wykorzystać. Sprytni mieszkańcy zaczęli się trudnić handlem a jako, że mówią dialektem zrozumiałym zarówno dla Niemców jak i dla mieszkających po drugiej stronie granicy Flandryjczyków tako też gród ten szybko stał się miastem sukienników i innych handlarzy. Obecnie w tej liczącej nieco ponad 10 tys. mieszkańców mieścinie również kwitnie handel i turystyka. Nic w tym dziwnego my również jesteśmy urzeczeni pięknem tej górskiej miejscowości. Nad przepływającym przez centrum potokiem kłaniają się kamieniczki z pruskiego muru. Piętrzące się nad nimi skały kryją zamczysko. Miejscowi mówią, że wieczorami słychać z niego pobrzękiwanie łańcuchów i odgłosy które potrafią wystraszyć nie jednego śmiałka. W ciemne jesienne wieczory można zobaczyć wędrujące po obronnych murach białe niczym śnieg postaci. To duchy rycerzy, którzy zginęli w walkach o tę niewielką ale bogatą miejscowość. Bogatą, bo od lat jest ośrodkiem przemysłowym. Idąc w dół miejscowości trudno ominąć niewielką hutę szkła ze sklepikiem sprzedającym wykonane przed chwilą wyroby. Do tych wszystkich uroków należy dodać jeszcze jeden: solidne niemieckie jadło podawane w każdej z dziesiątków knajpek i serwowane niemal na każdym rogu grzane wino. Czego jeszcze potrzeba do szczęścia? Piękna wycieczka. Pogoda co prawda nie sprzyja wypadom, ale takie miejscowości, gdzie historia jest niemal namacalna prezentują się cudnie w jesiennej mgle i zapadającym zmroku. Wydaje się, że za chwilę na jednej z wąskich uliczek pojawi się straż i zacznie zapalać pochodnie poutykane w murach kamienic. Że usłyszymy stukot kopyt na brukowanej dróżce prowadzącej do zamku. Że za chwilę na ryneczku pojawią się przekupki i zaczną zachwalać poukładane w stosy bele materiału. Szkoda, że nie doczekaliśmy tego momentu, wróciliśmy do domu.

ZDJECIA Z WYCIECZKI SA TU