wtorek, 12 października 2010

No i stalo sie...

Od poprzedniego tygodnia bylam cos niewyrazna i zaczelam sie leczyc na wlasna reke specyfikami dostepnymi bez recepty. Wypilam tez hektolitry mleka z maslem i miodem i co? i nic! W sobotni poranek zmuszona bylam zadzwonic do naszego lekarza i leciec na wizyte. To nie takie proste sie wyleczyc z infekcji gardla jak sie karmi piersia, niczego nie mozna brac na wlasna reke! Pan doktor uprzejmie dal inne specyfiki i zapowiedzial, ze bede chorowac 10 dni... Z dusza na karmieniu podchodzilam do Heli, zeby jej tylko nie sprezentowac takiego swinstwa. No i po 3 dniach Helusia wychodowala zielonego gila az do ziemi i nocna goroczke. Mysmy sie tak bali, zeby czegos ze zlobka nie przyniosla, a tu wlasna matka jej taka niespodzianke zgotowala. Wiec od wtorku siedzimy w domu we dwie i glownie spimy... za to w nocy Helusia jakos spac nie chce, w odroznieniu od mamy! Byle do wiosny.