skip to main |
skip to sidebar
Polowanie na zająca

Kiedyś jesień była okresem polowań i uczt, podczas których na stole królowała dziczyzna. W jadalni było gwarno i dostatnio. Postanowiliśmy pójść tym tropem i kupiliśmy w Niemczech tuszkę zająca. Pogoda za oknem typowo jesienna, w domu gwarno już od jakiegoś czasu. A zwieńczeniem atmosfery miała być dziczyzna na niedzielny obiad. Pech jednak zaczął nas prześladować już w niedzielny poranek. Okazało się, że nasza podręczna "piwniczka" win jest osuszona do ostatniej butelki. No, cóż sklepy zamknięte, zatem naszpikowany wcześniej słoniną zając musiał odpocząć do następnego dnia. Pędziliśmy w poniedziałek z pracy ufając, że podlewając świeżo zakupionym winem zająca wypełnimy kuchnie niezrównanym aromatem. Stosując się do przepisu dusiliśmy dzikiego zwierza w winie blisko 40 minut. Pachniało w całym domu. Nie mogliśmy się doczekać kiedy to wspaniałe danie wyląduje na naszych talerzach. Zając był niezwykle kruchy. Niemal rozpływał się w ustach, aczkolwiek trzeba dodać, że jego mięso jest bardzo chude. I tu ku przestrodze innych gotowych popełnić nasz błąd trzeba koniecznie przygotować do zająca sos. Może to być sos na pozostałym z duszenia winie, lub inny kwaskowy, słodki, czy też jarzynowy. Sos jest wymagany, gdyż zając saute jest zbyt chudy. Jego mięso ma doskonały głęboki smak, ale potrzebuje tego dodatku. Tak czy inaczej obiad był pycha, a sezon polowań uznajemy za rozpoczęty