

Na prawdziwe przyjecie urodzinowe! To znaczy zaprosili Hele, ale poszlam jako obstawa. Pierwsze urodziny obchodzil synek naszej sasiadki Bulgarki - Iwo. Bylo jeszcze kilkoro mniej lub bardziej znanych dzieciakow z okolicy. Prawdziwa bomba wybuchla, jak gospodyni zaczela wnosic na stol skromny poczestunek... byla banica, drozdzowe buleczki, kielbaski zapiekane w ciescie, ogromny wybor wedlin, tort ziemniakowo-wedlinowy, szaszlyki z pomidorow i mozarelli, wlasnorecznie zrobiony 3-warstwowy tort itd, itp. Hela oszalala przy stole.... Inne dzieci bawily sie, a Hela siedziala wiekszosc wieczoru przy stole i wcinala! Jaki wstyd ;-) Juz w drodze do domu zaczela narzekac, ze brzuch ja boli, a po przyjsciu polozyla sie tylko na kanapie i stekala. Z uprzejmosci dla czytajacych pomine opis wieczornej kupy...