
Chcialoby sie powiedziec, ze to robota sie pali w rekach albo chociaz nauka przed sobotnim egzaminem... Ale to budynek Komisji dzis zaslynal jako duza pochodnia! Jak zwykle umowilismy sie na obiadek w glownym budynku - Berlaymont. Udalo nam sie juz zjesc glowne danie, poszlismy do kawiarni na kawke. Poniewaz Mozg musial podlaczyc kompa do pradu, to usiedlismy z naszymi kawkami w dloni w glownym holu, tuz przy gniazdkach elektrycznych. Wymienilismy nasze spostrzezenia na temat dziwnego zapachu (!) spalenizmy i oddalismy sie intelektualnej rozrywce - ozywionej konwersacji na temat filozofii Kanta. Zdazylismy moze upic 1/3 kawy jak rozlegl sie oglupiajacy dzwiek alarmu przeciwpozarowego. To pewnie cwiczenia zgodnie uznalismy i siedzimy dalej. Cos nas jednak tknelo, ze duzo ludzi leci do wyjscia i ten zapach... Spacerowym krokiem udalismy sie przed budynek.... a tam juz tlumy! W ciagu 5 minut ewakuowano prawie 3 tysiace ludzi z 13 pieter. Tak wiec na kawke udalismy sie na druga strone ronda do Rady i z tego punktu widokowego obserwowalismy rozwoj pozaru na dachu budynku. Po jakichs kilku godzinach bylo po wszystkim.