
Ciekawa historia i warta przypomnienia wiąże się z imieniem Aleksandra, a właściwie z osobą która w III wieku nosiła to imię. Dla nie wtajemniczonych – Aleksandra to święta patronka Pinki. Otóż wspomniana Aleksandra pochodziła z Ancyry w Galacji (dziś to miasto nosi nazwę Ankara i jest stolicą Turcji, może właśnie dlatego Pinki tak lubi Turcje). Wróćmy jednak do Aleksandry, w czasach o których mowa Ancyrą rządził wyznawca Artemidy i Ateny, który miał w zwyczaju urządzać procesje ku ich czci. Na domiar złego zmuszał wszystkich mieszkańców miasta do udziału w tych praktykach. Aleksandra i sześć innych jej kilkunastoletnich koleżanek odmówiły udziału w tym obrządku. Jak przekonywały „jest jeden Bóg” i nie miały zamiaru uczestniczyć w przygotowanej procesji . To tak rozzłościło rządcę, że kazał utopić dziewczęta w pobliskich bagnach. Pod osłoną nocy tuż po tej tragedji. Teodot, kolega młódek i współwyznawca „jednego Boga” udał się na bagna wydobył z nich ciała i chciał sprawić im prawdziwy chrześcijański pochówek. Zauważyli to zawistni sąsiedzi, którzy donieśli rządcy. Tym sposobem Teodot trafił przed oblicze okrutnego rządcy, który po torturach kazał go ściąć a ciało utopić wraz z ankarskimi dziewicami.
Tak więc świętujemy to tragiczne wydarzenie wspominając tragiczny los Aleksandry która się opiekuje naszą Pinki J. I to jak się opiekuje….
Z okazji wspomnienia swojej patronki jak co roku Pinki dostaje się mały prezencik. Na zdjęciu Pinki w czasie poszukiwania podarunku. A dziś wieczorem udajemy się do naszej knajpki Bawaria… relacja kulinarna jutro…