piątek, 19 września 2008

Biały serek własnej roboty

Bardzo przypominający w smaku bundz. Wspaniały, kremowy. Jeszcze się po nim oblizujemy. Kupiliśmy wczoraj 3 litry mleka. Nazywało się świeże, ale niestety było pasteryzowane, więc nie wiedzieliśmy, czy się uda. Podgrzaliśmy do 38 st. Wpuściliśmy otrzymaną od naszego dobrego duszka podpuszczkę i rozpoczęło się nerwowe oczekiwanie. Okazało się, że już po godzinie mleko było równo ścięte, a po przepisowych 3,5 wyglądało jak galareta. Pocięliśmy ją nożem na równe kwadraciki i rozpoczęło się podgrzewanie. Zaczęła się pojawiać serwatka. Podgrzewaliśmy do 60 st. Potem jeszcze chwila i odcedzamy. Nie mieliśmy niestety pieluchy tetrowej, ale użyliśmy cedzaka, który pozwolił ładnie odseparować serek. Rano dopiero dostrzegliśmy wadę tego rozwiązania. Serwatka uciekła z dolnych partii sera, a została na górze i nie dało się jej na koniec odcisnąć jak z woreczka tetrowego. Ale i tak serek był wspaniały. Dziś wybieramy się na zakupy, żeby zaopatrzyć się w pieluchy. W sobotę kolejna partia sera będzie w produkcji. Pychota… i jakie dobre na diete jeśli się wybierze chude mleko…. Mniam. Pinki już zaczęła snuć plany co do serów dojrzewających. Znalazłem nawet na allegro zestawy do produkcji takich serów (oraz podpuszczki różnego typu!!!). A na e-bayu jest ich cała masa. Na początek spróbujemy wyprodukować coś łatwego, może Brie. (zdjecie nie nasze.... zanim zdarzyłem pobiec po aparat serek zniknął :-)))))