sobota, 6 września 2008

Na grzyby


Wynik grzybobrania : 10 grzybów + 2 kleszcze. No cóż, okazało się, że Park Limburg to kolejne miejsce w którym grzyby nie rosną mimo zapewnień kolegów z pracy, że można je tam zbierać koszami. Żeby oddać sprawiedliwość grzyby rosną, ale nie takie jakie my zbieramy. Gdyby się zasadzić na olszówki, czy surojadki to mielibyśmy pełne kosze. Niestety z zającami, podgrzybkami, koźlarzami, prawdziwkami, piasecznikami, czy innymi szlachetnymi grzybami było krucho. Las jest urządzony niczym park rozrywki ze ścieżkami, miejscami do gry w golfa, do lotów balonem, strzelnicą i innymi atrakcjami. Pewnie dlatego, że na nizinach w Belgii lasów jest na lekarstwo. Skoro jeden się ostał, to jest miejscem chętnie odwiedzanym przez miejscowych. Podejrzewamy, że prace przy konstrukcji ścieżek zniszczyły grzybnię, albo też nasze ulubione gatunki grzybów nigdy tu nie rosły. Poza tym niedogodnością ewentualnych grzybiarzy są chmary komarów, które towarzyszyły nam podczas zbierania kąsając dotkliwie. Zniechęceni brakiem grzybów i zmęczeni ucieczką przed owadami, z nosami na kwintę wróciliśmy do domu. Po drodze zatrzymaliśmy się w Hasselt, żeby kupić wrzosy na balkon. W sklepie ogrodniczym Pinki zauważyła, że chodzi po niej kleszcz. Po powrocie do domu znaleźliśmy jeszcze jednego tym razem na mojej łydce. Hmmm. Jakoś nie mamy szczęścia do grzybobrań w Belgii. Wspominamy z rozrzewnieniem Bory Tucholskie, Jasień czy nasze grzybowe miejsce w Kalu na Mazurach. To były łowy. A tu… grzybów ledwo starczy do zupy…