piątek, 26 sierpnia 2011

Etretat


Po 4 dniach zwiedzania Normanii zaczelo lac. No coz bylo nie bylo North Pas De Calais nie na darmo nazywa sie we Francji miejscem zsylek a to z Normandii rzut beretem. Ponoc to wlasnie tu pogoda jest najgorsza. Jakos nie zauwazylem zbyt wielkiej roznicy miedzy aura jaka mamy w Brukseli i tym co zastalismy tu. Wiec lalo, moze nie jak z cebra ale za to permanentnie. Etretat wiec ogladalismy truchtem. Najpiekniejsze klify we Francji ! krzycza na temat tej miejscowosci przewodniki okreslajac ja rowniez ekskluzywnym kurortem. Napewno w sloncu odniesli bysmy znacznie lepsze wrazenie ogladajac to male miasteczko czy raczej osade rybacka z waskimi uliczkami pelna zabytkowych domow, domkow i pensjonatow. Kazda z uliczek prowadzi wprost na kamienista plaze. Na niej mnostwo lodek i kutrow. Po lewej i prawej stronie wysokie klify. Dwa z nich osunely sie w ten sposob ze powstaly luki i iglica stojaca w morzu. W czasie odplywu mozna tam dojsc plaza. My trafilismy akurat na przyplyw wiec o spacerze nie bylo mowy. Deszcz rowniez zniechecal do wchodzenia sliska sciezka na klify. Wiec najpierw szalelismy z Hela na plazy bawiac sie w najlepsze kamieniami, a jak przyszla kolejna fala deszczu to ucieklismy na goraca kawe do pubu a potem do samochodu. Acha, no i kupilismy jeszcze kalwados. Sam alkohol to zwyczajny bimber z jablek, wiec jak ktos lubi ten smaczek to calkim niezly. Prawde powiedziawszy to bylo nasze drugie podejscie do trunku. Kiedys juz popijalismy kalwados w Brukseli i jakos szczegolnie nie przypadl nam do gustu. Teraz jednak przeczytalismy, ze nalezy go pic z sokiem jakblkowym. Takie polaczenie zmienilo zupelnie nasze podejscie do tego specjalu. Radze sprobowac. Smakuje naprawde przyjemnie , szczegolnie w zimne deszczowe dni.