Nieszczęście nr 1.
Właścicielka „naszego” mieszkania postanowiła zainwestować w chałupę w Hiszpanii, w związku z czym potrzebuje gotówki i co za tym idzie… zaprosiła nas na sobotni wieczór, żeby nam sprzedać lokal w którym obecnie mieszkamy. Szkopuł w tym, że nie stać nas na nie. Cena to bagatela 240tys eur. Niestety zbyt dużo jak na naszą kieszeń. Wyliczyliśmy, że może stać nas będzie co najwyżej na 190-200 tys kredytu. W związku z tym musimy zacząć się rozglądać za innym lokum. Postanowiliśmy jednak, że nie będziemy już wynajmować, a raczej spłacać kredyt zaciągnięty na własne em. Nawet jak kiedyś będziemy chcieli wrócić do kraju, to odzyskamy te pieniądze chociaż częściowo w przeciwieństwie do obecnej sytuacji, kiedy gro naszych dochodów pociesza kieszeń Mirelle (właścicielki nieruchomości).
Nieszczęście nr 2.
Nie zdaliśmy egzaminu z filozofii. Pod znakiem zapytania stanęła więc nasza kariera naukowa. Specjalnie przylecieliśmy do kraju, żeby zaliczyć ten przedmiot. Nie zdawaliśmy sobie jednak zupełnie sprawy z tego jak wyglądały zajęcia z filozofii, gdyż nie dane nam było w nich uczestniczyć. Gdybyśmy wiedzieli to co wiemy obecnie, zupełnie inaczej przygotowalibyśmy się do tego egzaminu. Babka, babsztyl, babiszcze lat 80-90 wykładające najwspanialszą z nauk jest taka upierdliwa, że podczas egzaminu nie wolno było nawet zbyt głośno oddychać nie mówiąc już o zadaniu jej pytania dotyczącego zadanego przez nią tematu rozprawki. Temat ten jak się okazało, nie miał nic wspólnego z literaturą z której poleciła się do egzaminu przygotować. Finał naszych przemyśleń na temat Kanta, Satre`a i Milla okazał się co prawda pełen wiedzy, jednak zupełnie nie na temat. Temat natomiast był ściśle związany z wykładami na których nie bywaliśmy. Zostało to zresztą zapowiedziane tuż przed egzaminem, że osoby, które w wykładach nie uczestniczyły będą miały kłopot ale to już ich sprawa. Sądziliśmy, że nasza wiedza jest wystarczająca, żeby się z praca uporać. Pani profesor okazała się być innego zdania. Nikt kto nie uczestniczył w zajęciach nie zaliczył przedmiotu. W tej samej sytuacji jest Iza, która razem z nami przyleciała na egzamin i wiele innych osób, które sądziły, że wiedza zawarta w historii filozofii Tatarkiewicza, najbardziej powszechnym i pełnym z polskich podręczników jest wystarczająca do zaliczenia przedmiotu.
Nieszczęście nr 3.
Nasze płockie mieszkanie stoi puste. Marzenka, która tam do tej pory mieszkała kupiła własne m3. Z jednej strony to dobrze, bo nie wiedzieliśmy jak jej powiedzieć, że chcemy wynająć to mieszkanie za większe pieniądze. Z drugiej jednak płaciła czynsz, więc nie dokładaliśmy do interesu. Planujemy wynajęcie mieszkania, ale nadal jest tam sporo naszych rzeczy. Musi więc wynajem nieco poczekać. Przynajmniej do naszej kolejnej wizyty w kraju, kiedy pozabieramy resztę sprzętu kuchennego i płyt, które zalegają na półkach. Chcemy dać ogłoszenie w tej sprawie, ale dopiero po wyjeździe rodziców, którzy przylatują do nas w niedzielę a odlatują w następny wtorek. Obecnie nie byłoby komu się sprawą zająć w Płocku.
Szczęście nr 1.
Kasia (siostra Oli, córka cioci Jadzi i wójka Krzysia) i Michał (nowy w rodzinie a juz najbardziej lubiany) biorą ślub i planują przyjazd do nas na tydzień poślubny. Fajnie! Zamieszczam ich zdjęcie z wizyty z zaproszeniem.

Szczęście nr 2.
Dowiedzieliśmy się, że nawet jak nie zdamy filozofii w drugim terminie to nie będziemy musieli płacić za kolejny rok studiów i będziemy mogli podchodzić do tego egzaminu za rok. Wiec nie ma tego złego… bo nawet jak coś… to będziemy mieć dodatkowy rok na pisanie pracy
Szczęście nr 3.
Możliwe, że mieszkanie w którym mieszkamy kupi koleżanka Oli. Niebawem przyjdą obejrzeć… A w naszym bloku jest lokal na sprzedaż co prawda tylko z 1 sypialnią, ale na co dzień nie potrzebujemy 2 a jak będziecie do nas przyjeżdżać to można spać na rozkładanej sofie w salonie i sprawa rozwiązana.
Więc może jakoś przetrwamy….