piątek, 14 sierpnia 2009

Dom Manrique



Grunt to sie dobrze urzadzic w gruncie. Cezar Marique doskonale znajac sowja wyspe wykorzystal kilkumetrowe banki w zastyglej lawie, polaczyl je ze soba systemem korytarzy I w ten oto sposob powstal jego niezwykly dom. Urzadzony ze smakiem jakiego mozna pozazdroscic hiszpanskiemu artyscie. Na scianach grafiki I obrazy jego wlasne lub z pokrewnej szkoly Publa Picasso. Dom reprezentuje doskonale polaczenie czlowieka, istoty spolecznej z aspoleczna I wroga miejscowa przyroda. Jest to raczej proba pogodzenia tych zwasninych od wiekow stron niz chec ujarzminia otaczajacego swiata dla potrzeb czloweka. Najdobitniejszym tego przykladem jest jedno z okien przez ktore niczym rzeka wkradaja sie do wnetrza jezory zastyglej lawy. Zwiedzamy dom Marique nie mogac sie nadziwic pomyslowosci artysty. Blisko tysiacmetrowy dom tworzy niezloczona ilosc pomieszczen, a tylko kilka z nich zostalo dobudowanych z tradycyjnych materialow. W podziemnej grocie jest basen I wodospad a nawet kominek, co w tym klimacie wydaje sie zupelnie pozbawione sensu, jednak wyglada imponujaco. Dom artysty znajduje sie tuz obok krateru wygaslego wulkanu, na ktorego koronie zbudowany zostal zameki-forteca Santa Barbara. Budowla jest wielkosci zameczku mysliwskiego w Nowym Duninowie... Patrzac z podnoza gory wygladal imponujaco, kiedy wdrapalismy sie na wulkan nieco komicznie. Zastanawia nas przed kim chcieli sie obronic jego wlasciciele. Kto moglby najechac wyspe na ktorej nie ma nic poza wulkanami I lawa. Zreszta jak sie po chwili zorientowalismy, nawet wlasciele zamku wyjechali do nowego swiata, obydwu Ameryk I na Kube. Jedno trzeba przynac zamek zbudowali w miejscu z przepieknym widokiem na cala wyspe. Nie mozna sie napatrzec na okolice na rosnace w dole kaktusy I palmy. Wiatr przyjemnie chlodzi a chwilami jego porywy wrecz dokuczja. Z murow zameczku mozna zajrzec do krateru wulkanu, pelnego glazow I popiolow. Mamy jeszcze pol dnia. Wsiadamy w samochod I ruszamy ponownie na polnoc wyspy. Pinki wypatrzyla na mapie cypelek na kturym jeszcze nie bylismy. Droga zajmuje pol godziny. Spogladmy z polwyspu na ocean bryzgajacy falami jakby chcialy zmiesc wysepke z powierzchni ziemi. Prognozy pogody sa co raz mniej korzystne. Widac juz ciemne chmury. Zarzadzmy powrot do hotelu, zeby wykorzystac chwile slonca. Po drodze kupujemy miejscowe wina, zeby posmakowac plynu ze slonecznych stokow. Nie zachwycaja...