
Naszej kochanej Astrze stuknelo juz 100 000 km, wiec nie czekajac na nadchodzace naprawy, postanowilismy sie jej po cichu pozbyc. Wlasnie skonczyla sie na nia gwarancja i nie chcielismy ryzykowac napraw po kilkaset euro. Dwa dni jezdzilismy po salonach samochodowych, starajac sie wziac auto, na jakie nas stac i probowac zostawic Astre w rozliczeniu. Suksesy byly polowiczne. Tak, gdzie byly fajne nowe niedrogie auta, nie chcieli naszego. Tam, gdzie chcieli nasze, dawali w zamian nowe, duzo drozsze. Ostatecznie wybor padl na Opla Merivie w kolorze niebieskim. Moze nie taki dokladnie, jak powyzej, ale tez sliczny. Teoretycznie odbieramy w przyszlym tygodniu...