
Miejscowosc w ktorej znajduje sie nasz hotel to jedna ulica wzdluz ktorej poustawiane sa domy wczasowe. Kilka knajp robi za atrakcje wieczoru. Mariusz ktory konicznie chcial poznac miejscowe nocne zycie, poznawal je doglebnie raczac sie miejscowym piwem. Dzis spi do poludnia. Z wycieczki raczej nici. Ja rowniez nie czuje sie najlepiej. Uraczony drinkiem zrobionym przez Mariusza o slodkiej nazwie Long Island Ice Tea a skladajacym zie ze szklanki wysokoprocentowych alkoholi zabarwionych odrobina cocacoli padlem z wycienczenia I kazdy kolejny drink moglby doprowadzic do stanu pelnej niewazkosci. Tak czy inaczej dzis dzien odpoczynku I obserwacji ryb w oceanie. A zycie nocne.... No coz... Nie ma tu tak przez nas lubianych hiszpanskich barow gdzie spontanicznie tubylcy graja na gitarach flamenco a kobiety w butach na szerokich obcasach wystukuja rytm. Na wyspie niemal wszystko podporzadkowane jest turystyce I chyba tym razem nie bedzie nam dane sluchac zewnych melodii hiszpanskich romansow.