sobota, 8 sierpnia 2009

Morze lawy






Odbieramy wypozyczonego Citroena. Samochod nie ma klimatyzacji, ale nie stanowi to wiekszego problemu. Jezdzimy z otwartymi oknami. Cos w nim stuka I przyciera, ale jak powiedzial Mariusz, grunt, ze mamy czym jezdzic. Ruszamy na wyprawe w glab wyspy. Na pierszy ogien w doslownym tego slowa znaczeniu idzie park narodowy Timanfaja obejmujacy swoim terenem wiekszosc znajdujacych sie na wyspie wulkanow. Park nazywany jest kraina diabla o czym swiadczy jego symbol, statuetka pol jaszczurki pol diabla zaprojektowana przez najbardziej znanego mieszkanca wysp Kanaryjskich Cezara Marique. Okazuje sie ze do Parku jest rzut beretem. Odleglosci na wyspie sa niewielkie. Najdalej polozony fragment ladu znajduje sie 50 km od naszego hotelu. Dojezdzamy szybko, mijajac po drodze rzezbe 'Plodnosc' wspomnianego artysty. Krajobraz zmienia sie diametralnie. Mijajac tabliczke z nazwa parku widzimy pole lawy siegajace horyzontu. Kilometry kwadratowe zastygnietej, pokruszonej czarnej skaly robia niesamowite wrazenie przywodzac na mysl gwaltownosc zachodzacych tu procesow geologicznych. Ostatni wybuch mial tu miejsce w 1829 roku. Lawa lala sie ze stozkow przez 6 lat. Wjezdzajac do parku zatrzymujemy sie w punkcie informacyjnym. Akurat odbywa sie prezentacja dzwiekow jakie towarzysza wulkanicznym wybuchom. Pomruki wulkanu przyprawiaja nas o dreszcze. Dzwieki sa niskie, odczuwa sie je kazda czescia ciala. Sa glosne niczym startujacy samolot. Ruszamy w dalsza dorge. Przed szlabanem stoi dlugi ogonek aut. Parking jest tak maly, ze musimy czekac na miejsce okolo pol godziny. Jeszcze tylko oplata za wyciczke I juz czekamy na autokar ktory obwiezie nas po parku. Ziemia jest ciepla I czuje sie to przez podeszwy butow. Wszedzie ostrzezenia, zeby niczego nie dotykac bo moze byc bardzo gorace. Przygladamy sie jak pracownik parku wrzuca do niewielkiego zaglebienia w ziemi suche rosliny. Zapalaja sie natychmiast. Po chwili inny pokaz. Do otworu w ziemi ten sam robotnik wlewa wiadro wody. Po sekundzie ta sama woda wraca w postaci pary wyrzucanej przez ten wymuszony gejzer na wysokosc kilku metrow. Przechodzimy do innego otworu. Tu na zaimprowizowanym grilu tuz nad dziura w ziemi pieka sie kurczaki podawane w restauracji znajdujacej sie tuz obok. Postanawiamy ze po zwiedzeniu parku zjemy tu obiad. Wsiadamy do klimatyzowanego autokaru. Jedziemy przez kraine bardziej przypominajaca ksiezyc czy marsa niz Ziemie. Nie ma zadnej roslinnosci tylko zastygla lawa I kilkusetmetrowe stozki wulkaniczne z urwanymi podczas wybuchow czubkami. Skaly sa czarne lub czerwone. Wyobrazamy sobie ze w takich warunkch musza pracowac ekspedycje kosmiczne. Co chwila autokar sie zatrzymuje I robimy zdjecia. Miejsce jest wyjatkowe, jego historie sluszymy z autokarowego glosnika w kilku jezykach. Zadziwia nas opowiesc o mnichu pustelniku, ktory spedzil tu kilka lat ze swoim wielbladem. Wracamy do restauracji. Jej budynek, jak wikszosc publicznych gmachow wyspy zostal zaprojektowany przez Cezara Marique. Przypomina nasze spodki na Sniezce. W srodku brak klimatyzacji. Piekielnie goraco. Zamawiamy pieczone w ciple wulkanu sardynki, szaszlyk I ziemniaki z miejscowym bialym serem. Jedzenie pyszne choc przygotowane w ten niezwykly sposob. Jednak juz po chwili chcemy uciekac z restauracji. Pot leje sie z nas strozkami. Wsiadamy do samochodu I otwieramy okna. Jedziemy zobaczyc El Golfo, zielone jeziorko powstale w wyniku odciecia przez splywajaca lawe fragmentu oceanu. Wyglada interesujaco, odcinajac sie swoja intensywna zielenia od czarnego pylu wulkanicznego. Mamy juz dosyc upalu I marzymy o kapieli. Dodatkowo zacheca nas widok rozbijajacych sie o skalisty brzeg fal. Poza tym chcemy wyprobowac nasze rurki do nurkowania. Postanawiamy odwiedzic plaze polecana przez wszystkie przewodniki w pobliskim Playa Blanca. Asfaltowa droga konczy sie I jedziemy kilka kilometrow droga miedzy skalami wzbijajac tumany kurzu. Droga mimo, ze nie ma na niej asfaltu jest doskonal oznaczona. Zatrzymujemy sie w koncu. Do oslonietej poteznymi blokami skalnymi plazy prowadzi sciezka. Widok zapiera dech w piersiach. Bialy piasek plazy, blekit oceanu I czarne skaly. Widok niczym z pocztowki. Nurkujemy. Jest sporo ryb, ale nie tak roznorodnych jak dzien wczesniej. Rurki do nurkowania sprawdzaja sie bezblednie. Zachwycaja nas czarna ryba z neonowo niebieskim prazkiem I inna niemal kwadratowa w plamy podobne do wojskowego moro. Slonce chyli sie ku zachodowi. Pelni wrazen wracamy do hotelu.