czwartek, 6 sierpnia 2009

Goracy ocean



Rozleniwiamy sie co raz bardziej. Piekace slonce powoduje, ze chowamy sie w cien I pochlaniamy kolejne strony ksiazek saczac chlodne wino. Zaczynam rozumiec Meksykan, ktorzy w ten sposob potrfia spedzic wiekszosc swojego zycia. Po prostu w tej spiekocie inaczej sie nie da. Wiekszosc osob odzywa dopiero po zachodzie slonca. Co prawda temperatura powietrza nie jest bardzo wysoka, caly czas okolo 30 stopni jednak slonce jest tak ostre, ze chwila nieuwagi powoduje poparzenia. Lezymy wiec w cieniu ogromnej palmy, czytamy ksiazki, saczymy drinki. Zyc nie umierac. Co chwile wskakujemy do basenu, zeby sie ochlodzic. Wiatr wiejacy nieustannie od strony oceanu wysusza tak szybko, ze za kilka minut znow bedzie potrzebna kapiel. Wczoraj obserwowalismy oceaniczne ryby. Stu procentowa prawda jest, ze wystarczy wyplynac kilkadziesiat metrow od publicznej plazy I mozna podziwiac morska faune. Szkoda ze nie mamy aparatu do zdjec pod woda. Pirkne ryby o ksztalcie przypominajacym paletke do ping ponga ozdobione roznokolorowymi paskami byly na wyciagnieci reki. Istny tropikalny raj. Czysty piasek plazy sklada sie z bialych I czarnych ziarenek. Skaly wychodzace z oceanu to poprostu zastygla lawa pobliskiego wulkanu. Pokruszona I zmieszana z pylem wylkanicznym stala sie plazowym piaskiem. Planujemy wycieczki. Problem w tym ze trudno tu wynajac samochod. Jest ich na tej malenkiej wyspie ograniczona ilosc. Komunikacja autobusowa praktycznie nie istnieje, wiec kazdy sila rzeczy musi wynajac auto. Popyt jest tak duzy ze czekamy w kolejce na naszego citroena c3. Mamy go dostac jutro na tydzien I wtedy zaczniemy zwiedzanie. Dzis jeszcze mozemy sie oddac blogiemu lenistwu.