piątek, 23 września 2016

Cytadela w Rasnovie

Niewiele tu do zwiedzania, nieco ruin i piękny widok ze szczytu. U podnóża góry rozłożyło się miasteczko z niewielkim ryneczkiem. Na murach kamienic widać pęknięcia, ślady ruchów tektonicznych. Siadamy w knajpce, jak się okazuje najstarszej i obecnie jedynej czynnej. Na stole lądują flaki z mlekiem. Chyba najlepsze jakie dotąd jedliśmy. Jako, że jest sporo gości czekamy dość długo. Jedyny kelner o smutnych oczach uwija się starając się nadążyć z podawaniem dań. Żar leje się z nieba a o on jest ubrany nienagannie: w czarne spodnie, koszulę i kamizelkę. Na nogach lakierki. Jedynie ocierane ukradkiem krople potu zdradzają jak się trudzi. Porusza się zwinnie, bezszelestnie między stolikami. Widać, że pracuje tu od dawna. Kiedy tylko zanika za kotarą słychać jak biegnie, żeby nadążyć z kolejnym zamówieniem.