czwartek, 7 lutego 2008

Koniec lenistwa!!!! SGH wzywa.

Łooo Jezu jak mi się nie chce… Wiem, że trzeba w końcu się zabrać za produkcje tej wspaniałej naukowej pracy, ale robię wszystko, żeby to odciągnąć w czasie. Niestety czasu z każdą chwilą ubywa. Wysnułem nawet własną teorię na temat relatywizmu płynięcia czasu, ale nie będę jej tutaj wykładał. W skrócie: czas ulega kondensacji w miarę zbliżania się egzaminu, czy terminu oddania pracy. Teoria poparta dowodami i każdy student może ją potwierdzić osobiście. Tak czy inaczej wczoraj napisał Darek, że pierwsze zajęcia są 23 kwietnia, trochę się to Pinki wydawało dziwne, że SGH organizuje zajęcia w środku tygodnia. Napisała więc do Darka raz jeszcze , tym razem podał termin 23 marca…. No cóż. Ten termin był jeszcze dziwniejszy… bo przypada dokładnie w dniu świąt Wielkiej Nocy. Trzeci list i w końcu termin 23 lutego i tu przerażenie…. Chyba się nie da polecieć na ten zjazd. Zbyt bliski termin, bilety w cenie złotego kruszcu. Jakby tego było mało po południu przyszedł list od mojego promotora. „Proszę podać termin i treść wystąpienia na seminarium”. Łoooo Jezu jak mi się nie chce… pomyślałem. Atakują ze wszystkich stron. Postawili nas jednak pod murem i nie ma wyjścia, trzeba w końcu coś z siebie wykrzesać. Pinki nawet coś tam skrobnęła, ale wróciło ze sporą ilością skreśleń i poprawek. Teraz na mnie kolej. Wiec siedzę , myślę , myślę i myślę ale do pustej mózgownicy nic nie chce przyjść. Może po południu, albo wieczorem, albo może jutro… a tak w ogóle to Jezu… Jak mi się nie chce. W desperacji zadzwoniliśmy wczoraj do Izy szukając potwierdzenia, że nie warto jechać na pierwszy zjazd. Hurra! Iza nie jedzie! Wiec i my też nie. Choć z drugiej strony fajnie by było się spotkać, pogadać… ale jakoś na filozoficzne wykłady nie mamy ochoty. Trzeba jednak te wczorajsze maile potraktować jako ostrzeżenie, że czas zaczyna się kurczyć w myśl mojej teorii niebawem ten proces będzie przyspieszał więc pora wziąć się za naukową robotę, ale…Łooo Jezu….