poniedziałek, 18 lutego 2008

Pieronek, Lord Wader i opuszczony klasztor

Zabieram się do pisania po raz trzeci i zawsze ktoś mi przerywa. Ty razem się nie dam. Nasz internetowy pamiętnik zwany blogiem zakończyliśmy na wizycie w teatrze, która była weekendową pomyłką. To jednak nie koniec naszych przygód w minionych dniach. W sobotni wieczór tuż po zakończonej wyprawie po złote runo (jak nazywamy wyjazdy po jedzenie do Aachen) ruszyliśmy w te pędy do polskiej księgarni. Właśnie powstał tam klub (szumna nazwa) skupiający brukselską inteligencje. Klub pod nazwą Notes będzie zapraszał ciekawych ludzi, dzięki czemu członkowie będą mieli szansę dyskusji z wybitnymi postaciami. Na pierwszy rzut Marek Orzechowski (jeden z pomysłodawców) zaprosił biskupa Pieronka. Postać tyle znaną , co czasami kontrowersyjną w swoich wypowiedziach. W toku dość wartkiej wymiany zdań poznaliśmy jego poglądy filozoficzno-teologiczne, które były zbitką konserwatyzmu hierarchii kościelnej z nieco swobodniejszym podejściem do niektórych zagadnień (co nazywam nutą liberalizmu w kościele). Nie zabrakło trudnych i bardzo trudnych pytań: o gejów kościele, o księży i ich kochanki, o in vitro , o swobodę dialogu międzyreligijnego i wiele innych tematów. Dość powiedzieć, że ze spotkania, które rozpoczęło się o 18.00 wróciliśmy koło 22.00. Książki co prawda nie kupiliśmy, ale co się nasłuchaliśmy to nasze…
I jeszcze dwa słowa o niedzieli. Pogoda była piękna ale mroźna. Rano pojechaliśmy do centrum Tour & Taxies. To największe centrum kulturalne stolicy Belgii gościło wielbicieli filmu „Gwiezdne Wojny”. Przed wejściem stał gotowy do startu balon w kształcie hełmu lorda Wadera. Śmieszni ludzie w śmiesznych plastykowych, kiczowatych strojach… Było się czemu przyglądać.
I jeszcze niedzielne popołudnie. Tuż przed zachodem słońca pojechaliśmy do naszych ulubionych klasztornych ruin. Niestety zabijcie mnie ale nie pamiętam nazwy miejscowości. Jakieś Vile…coś..tam. Pinki na 100% pamięta, więc może kiedyś napisze. Pojechaliśmy wypróbować mój nowy statyw do aparatu. Bardzo fajny, ciężki, masywny, czyli w sam raz. Zachodzące słońce w ruinach dawało piękne cienie. Pinki wzięła ze sobą kryminał usiadła na ławeczce w słońcu a ja biegałem i robiłem zdjęcia. Bardzo miłe zakończenie weekendu. A dziś znów praca…. Kosowo ogłosiło niepodległość tłum dziennikarzy czeka na reakcje UE a w tłumie ja. Pewnie za chwile coś ogłoszą…