piątek, 22 sierpnia 2008
La. Salette
Spimy dzis w Alpach. Jak zwykle urzeka nas ich urok. Najpiekniejsze sa wieczorem kiedy cieple niemal pomaranczowe slonce lize ich poszarpane granitowe wierzcholki. Dzis jednak od rana panowal polmrok. Gory spowite byly koldra chmor. Te specyficzne pierzyny stawaly sie co raz ciemniejsze I spodziewalismy sie w kazdej chwili deszczu. Taka pogoda w wysokich gorach przynosi atmosfere specyficznej powagi a chwilami grozy. Wyruszylismy w kierunku sanktuarium w La Salette. Polozone wysoko w gorach na przeleczy o wysokosci blisko 2 km upamietnia objawienia jakie mialy miejsce prawie 150 lat temu. Maryja przekazala tu przeslanie wzywajace do nawrocenia I codziennej modlitwy dwojgu pastuszkom. Historia niemal nie do wiary ale doskonale udokumentowana I potwierdzona dlugoletnimi badaniami. Niestety samo sanktuarium nie jest tak popularne jak inne przez nas odwiedzane. Spotkalismy tam zaledwie kilkanascie osob. Mozliwe, ze spowodowane bylo to pogoda, bo w chwile po dotarciu na miejsce rozpetala sie ulewa. Zniknelismy w chmorze ktora zupelnie pochlonela szczyt na jakim sie znajdowalismy. Na szczescie braciszkowie prowadza tu hotelik I mala kawiarnie. Przez okno z cieplego wnetrza obserwowalismy pieklo jakie rozpetalo sie na zewnatrz. Jedlismy cieple gofry I czekalismy na zakonczenie desczu. Zatopilismy sie w myslach o objawieniach I dziwnym przeslaniu o ktorym przeczetalismy chwile wczesniej. Niestety ze zdjec nici. Brak pielgrzymow na ktorych liczylem. Po chwili wracalismy w kierunku Grenoble. Karkolomna droga w dol konczy sie 2,5 km zjazdem o ogromnym nachyleniu I niemal prostym ale konczacym sie 90 stopniowym zakretem. Samochody rozpedzaja sie tu bardzo szybko, tak ze malo wprawny kierowca ktory liczylby na hamulce nie pomagajac w zwalnianiu pedu silnikiem moglby miec nie lada klopoty. Na poczatku trasy sa ostrzezenia, zeby nie jechac tedy wozami cmapingowymi, ciezarowkami I autokarami. Dojezdzajac do konca trasy mignal nam polski orzel na pomniku. Zaciekawieni zawrocilismy. Byl to postument upamietniajacy polska pielgrzymke, ktora spadla wraz z autokarem w przepasc rok temu w lipcu. Jeszcze sa slady uderzenia. Rzeczywiscie kierowca nie mial szans. Niepotrzebnie probowal skrocic sobie droge trasa na ktorej nigdy nie powinien sie znalesc autobus. Teraz jestesmy juz w hotelu I obmyslamy dalszy ciag podrozy. Thierry wrocil do Brukseli. Jego wspaniale Alfa Romeo stoi w warsztacie w Niemczech. Tak wiec na spotkanie w Lyonie nie mamy szans. Jutro jedziemy do Genewy a potem bedziemy sie kierowac przez Alzacje do Brukseli, chyba ze wymyslimy cos innego....