sobota, 23 sierpnia 2008
Wyprawa po wspomnienia
Zbliza sie dzien kiedy 15 lat temu wzielismy slub. Tak szybko minely te lata I tak rozne byly... Ale o tym bedzie jeszcze okazja napisac. Teraz o powodzie z jakiego znalezlismy sie w Genewie. Dokladnie 15 lat temu dzieki mojemu braciszkowi bylismy w podrozy poslubnej, ktora odbyla kilka tygodni przed naszym slubem. Ta podroz to dla nas cos do czego co chwile wracamy wspomnieniami. Wtedy pierwszy raz wyjechalismy za granice. Mlodszym czytelnikom trzeba przypomniec ze kiedy bralismy slub dopiero od kilku lat wolno bylo wyjezdzac na zachod I dopiero co otrzymalismy nasze paszporty. Taka wyprawa I dotego go mistycznego miasta - Genewy, o ktorej czytalismy co najwyzej w ksiazkach. Wszystko sie nam wtedy podobalo, zachwycalo I ciekawilo. Teraz postanowilismy te nasze wspomnienia porownac z rzeczywistoscia. Tak wiec ruszylismy w strone Genewy po drodze odwiedzajac urocze feancuskie miasteczko Annecy polozone nad jeziorem z krystalicznie czysta woda. Spacer promenada, wedrowka po sredniowiecznych uliczkach mnustwo knajpek... Zakochalismy sie w tym miejscu. W kawiarni nad brzegiem jeziora urzadzilismy sobie turniej dwoch wierszy. Najpierw wygrala Pinki a potem ja. Wiersze jednak nie nadaja sie do publikacji gdyz byly czasami zbyt doslowne. Nasz hotel znajduje sie tuz pod Genewa ale jeszcze we Francji. To chyba jedno z nielicznych miast na swiecie gdzie granica przebiega wzdluz jego ulic I nagle jadac jedna z nich mozna sie spodziewac kontroli. Odwiedziny miejsc naszych wspomnien zaczelismy od kawiarni Cartiera nad jeziorem Genewskim do ktorej 15 lat temu jezdzilismy prawie codziennie na kawe I ciacha. Lokalik znajduje sie na trasie do Ferney gdzie wtedy mieszkalismy. Nic sie w srodku nie zmienilo. Ten sam wystroj to samo okno wychodzace na jezioro przez ktore mozna podziwiac ladujace samoloty. Ciastek jeszcze nie probowalismy, ale pojedziemy tam jutro rano. Sporo klopotu bylo ze znalezieniem kawiarenki. Pamietalismy jedynie, ze jest kolo Genewy, ze jest nad samym jeziorem, ma wielkie okno I Pinki twierdzila, ze pamieta nazwe. To jednak wystarczylo. Po odswiezeniu wspomniej kawiarnianych pozostalo jeszcze sprawdzic smak wedlug nas idealnej zupy cebulowej serwowanej w Genewie na starym miescie. Tu podobna historia. Wiedzielismy, ze restauracja w ktorej jedlismy jest na starowce przy armatach. Troche nam zajelo znalezienie tego miejsca. Wlasnie skonczylismy jesc. Zupa juz nie byla tak dobra... Brakowalo w niej wina. Za to fondu przyrzadzone z mieszanki szwajcarskich serow.... Palce lizac. Postanowilismy zostac na jeszcze jeden dzien w Genewie. Jutro pospacerujemy nad jeziorem I pojedziemy do Evian.