niedziela, 24 sierpnia 2008
Wspinaczka na lodowiec
Wspinaczka to dosc szumnie nazwane, bo siedzielismy w wagoniku, ktory powoli z mozolem wspinal sie w gore. My zas delektowalismy sie gorskimi widokami. Tak odbyla sie nasza trzecia w zyciu a druga w Szwajcarii wyprawa na lodowiec. Dotarlismy z Chamonix na wysokosc jezora lodowcowego z pomoca wybudowanej tam kolejki. Dalej droga wiodla w dol do samego cyrku lodowcowego. Tu juz kolejka byla linowa a Pinki nie omieszkala mi przypomniec, ze dwa lata temu wlasnie ta kolejka niemal pionowo przymocowana do scian wawozu sie zerwala. W polaczeniu z moim lekiem wysokosci dalo to taki efekt, ze od razu zrezygnowalem z przejazdzki a Pinki zrezygnowala tuz po mnie. Zatem lodowiec podziwialismy z pewnej odleglosci, ale I tak bylo bardzo fajnie. Niedawno wrocilismy zziebnieci leglismy pod koldra I ogladamy zakonczenie olimpiady. Nie mielismy juz sily na wyjazd do Evian. Poza tym stwierdzilismy, ze oprocz rozlewni wody nie ma tam nic ciekawego. Za chwile wybieramy sie do sklepu, zeby kupic wino I wieczor spedzimy w hotelu. Jutro jedziemy w strone Alzacji przez francuska Jure gdzie sie zatrzymamy na noc. Pretekstem do odwiedzenia Jury jest serowarnia gdzie produkowany jest jeden z naszych ulubionych serow - Comte. Niedogodnoscia z kolei jest to, ze, zeby zobaczyc jak sie go wytwarza trzeba byc tam rano a wiec musimy jutro wstac o 6h00.