sobota, 16 sierpnia 2008
Na koncu swiata
Dzis przemierzylismy prawie cala hiszpanie w poprzek bo jestesmy pod saragossa. Calkiem przez przypadek spimy w prywatnym domu przemilej hiszpanki ktora wynajmuje pokoje turystom. Jestesmy w miasteczku ujue na szczycie masywu navarry. Szczyt mianowicie wyglada tak ze droga konczy sie przed wioska I do domow dochodzi sie waskimi kamiennymi uliczkami calkiem jak kilka lat temu we wloskim giovianni... Z okien kwatery na obie strony rozciaga sie widok na chyba cala navarre. Cos niesamowitego ze na takiej wysokosci mozna zalozyc miasteczko. Po raz pierwszy mamy dzis do wylacznej dyspozycji kuchnie wiec napoczelismy zestaw chinskich zupek o ktorych o kilku dni marzylismy. Z kulinariow to jedlismy dzis najlepsza kaszanke w zyciu o hiszpanskim pochodzeniu z najprawdziwsza kasza pikantna I do tego na cieplo... Zazdrosccie! Jutro zwiedzanie expo przed caly dzien a nocleg na kampingu w lourdes we francji